Wietnamscy katolicy dostali rachunek za usunięcie przez władze figury Matki Bożej
Autor: Pawel o poniedziałek 25. Styczeń 2010
Po przymusowym usunięciu figury Matki Bożej z parafialnego cmentarza w wietnamskim miasteczku Bau Sen w diecezji Vinh władze chcą obciążyć parafię poniesionymi kosztami.
Żądanie zapłaty za usunięcie 5 listopada 2009 r. figury Matki Bożej z parafialnego cmentarza w Bau Sen dotarło do proboszcza parafii księdza Petera Nguyena Van Huu w zeszłym tygodniu. Jeżeli do 7 lutego na rzecz Biura Finansów i Planowania w dystrykcie Bo Trach nie zostanie wpłacona cała suma, władze dokonają konfiskaty przedmiotów o wartości równej wystawionemu rachunkowi. Żądana kwota dla bardzo ubogiej parafii stanowi olbrzymie obciążenie.
Jeżeli katolicy nie zapłacą równowartości 15 tys. dolarów amerykańskich, rządzący zarekwirują ich majątki. Tylko czekać, kiedy w parafii Dong Chiem pojawi się rachunek za wysadzenie w powietrze krzyża.
Wietnamscy katolicy obawiają się, że podobne rachunki zostaną wystawione również archidiecezji Hanoi za zniszczenia i chaos spowodowane przez władze państwowe na terenie nuncjatury w Hanoi. Być może parafia Thai Ha będzie musiała zwrócić koszty pracy buldożerów podczas wyburzania klasztoru Redemptorystów we wrześniu 2008 r. i ewentualnego urządzenia parku na terenie parafii.
Tymczasem miejscowość Dong Chiem, gdzie władze wysadziły w powietrze krzyż na miejscowym cmentarzu i brutalnie pobiły parafian, ciągle pozostaje oblężona przez szwadrony policji.
- Zamierzamy zamienić to wzgórze na Wzgórze Krzyży, podobnie jak stało się to w litewskim mieście ĄSiauliai – mówi studentka z Hanoi, cytowana przez portal VietCatholicNews.
Młodzi przynieśli dziesiątki krzyży na szczyt wzgórza pomimo wysiłków policji, by uniemożliwić im dostanie się na to miejsce. Od czasu rozpowszechnienia się informacji o wysadzeniu krzyża rzesze katolików ze wszystkich stron północnych prowincji wietnamskich podejmują nieustanne próby dotarcia do Dong Chiem i składają wyrazy solidarności z tamtejszymi parafianami. Obecnie na miejscu wysadzonego krzyża nie ma już także bambusowego, który ustawili parafianie. Można natomiast zobaczyć setki nowych, małych krucyfiksów ustawianych na znak sprzeciwu wobec władz. Każdego dnia ludzie gromadzą się tam na modlitwie, a także pozostawiają przyniesione krzyżyki.
Maria Popielewicz / Nasz Dziennik
———-
Będą dalej nas niszczyć
Z o. Peterem Nguyenem Van Khai, wietnamskim redemptorystą, rozmawia Łukasz Sianożęcki
Jak obecnie wygląda sytuacja w parafii Dong Chiem, gdzie wysadzono krzyż i pobito wiernych?
- Czasem trudno się dowiedzieć, co się tam dzieje, choć jestem w kontakcie telefonicznym z ojcami tam pracującymi. Nie mogę pojechać tam osobiście, ponieważ policja blokuje wszystkie drogi dojazdowe do wioski. Ponadto, w ostatnim czasie ja sam także stałem się obiektem fałszywych oskarżeń i oczerniania ze strony rządowych mediów.
Jaki jest los pięciu parafian zatrzymanych w związku ze wzniesieniem bambusowego krzyża w miejsce zburzonego betonowego?
- Aresztowani to pięciu bardzo biednych farmerów, którzy są ponadto nosicielami wirusa HIV. Władze zwabiły ich do swojego biura obietnicą otoczenia opieką medyczną i socjalną w związku z ich chorobą, a potem aresztowały. Na komisariacie domagano się od nich, aby podpisali przyznanie się do zniszczenia bambusowego krzyża, choć wówczas jeszcze on stał. Kiedy odmówili złożenia takich zeznań, wypuszczono ich. Kilka dni temu jednak znów ich zatrzymano, wywieziono z wioski i los tych ludzi pozostaje obecnie nieznany. Tego samego dnia w późnych godzinach wieczornych…
…zniszczono także nowy, bambusowy krzyż. Postawiony u jego stóp ołtarz oraz święte obrazy wrzucono do rzeki.
Czy kwestia własności ziemi w Wietnamie jest wciąż nierozstrzygnięta?
- Prawo ziemskie w Wietnamie jest całkowicie niezgodne z trendami rozwojowymi kraju. Jest to prawo wsteczne. Przede wszystkim nie uznaje ono pojęcia własności prywatnej. Zgodnie z takim prawem Kościół nie może kupować, sprzedawać ani nawet dzierżawić ziemi.
Jesteś Polakiem, więc swobodnie możesz przyjechać do Wietnamu, wziąć ziemię w dzierżawę i np. otworzyć fabrykę albo szkołę… a wietnamskie wspólnoty religijne nie mogą tego robić.
Jednym słowem, rodzimi wierzący są we własnej ojczyźnie znacznie gorzej traktowani niż jakikolwiek przybysz.
Biskupi wielokrotnie apelowali do władz o rozmowy i ostateczne rozwiązanie tych kwestii…
- Władze kościelne starają się od czasu do czasu przemawiać do rządu, jednakże rząd w ogóle ich nie słucha.
Komuniści są zawsze butnymi dyktatorami.
Nie zamierzają za cudzą radą niczego zmieniać ani regulować, nawet jeśli wiedzą, że robią źle. W Dong Chiem nie jest to jedynie kwestia własności ziemi. Tu chodzi także o krańcowo ważną sprawę – walkę ateistycznego rządu ze wszystkim, co jest związane z Kościołem katolickim. Władze chcą pokazać katolikom, że będą na wszelkie sposoby dążyć do pognębienia ich religii, np. poprzez niszczenie symboli religijnych.
Dziękuję za rozmowę.
Podobne: