Świadkowie niegodni wiary
Autor: Pawel o środa 20. Styczeń 2010
Po publikacji “Gazety Wyborczej” oskarżającej ks. Andrzeja Dymera Tomasz Terlikowski, niejako przesądzając sprawę, napisał na swoim blogu: “Sprawy, którą ujawnia ‘Gazeta’, nie da się zlekceważyć. Po raz kolejny okazało się, że dla chronienia interesów jednego księdza poświęca się interesy dzieci i młodzieży”.
Wtórowało mu wiele osób, w tym ks. Jacek Prusak, jezuita, przedstawiony na łamach tej samej gazety jako psychoterapeuta. Odnosząc się do całej sprawy, stwierdził on:
“Mamy do czynienia z klasycznym dla Kościoła stylem reagowania, w którym chroni się księdza kosztem ofiar. (…) To klerykalny model: bronimy Kościoła, poświęcając tych, którzy przez jego urzędników są ranieni”
W toku szczegółowego śledztwa prokuratury okazało się, że ofiarą w tym przypadku był ks. Andrzej, jego “oprawcami” zaś ci, których ks. Prusak nazywał “ofiarami”. Oczywiście, można powiedzieć, iż wspomniany jezuita wówczas nie znał całej sprawy. Jeśli tak, to tym gorzej o nim świadczy powyższa wypowiedź, która z pewnością wprowadziła w błąd niejednego odbiorcę.
11 marca 2008 roku, po publikacji “Gazety Wyborczej”, na łamach “Naszego Dziennika” napisałem:
“Czyny, które przypisuje się księdzu, w świetle prawa są przestępstwem. Ponieważ nie są nam znane szczegóły dotyczące tej sprawy, nie zamierzamy wypowiadać się na temat tego, co w opublikowanych materiałach jest prawdą, co zaś nie jest prawdziwe. To ustali prokuratura”.
W świetle ostatecznej decyzji prokuratury ks. Andrzej Dymer nie jest winny żadnego z czynów, które mu zarzucano. Zgodnie z tym wyrokiem oskarżycieli ks. Dymera trudno nazwać inaczej, jak tymi, którzy złożyli fałszywe świadectwo przeciw niemu.
Czego dziś należałoby oczekiwać od o. Marcina Mogielskiego, jak i głęboko “zaangażowanego” w sprawę posła PO Jarosława Gowina, który mówił o “tak wielu zeznaniach oskarżających” ks. Andrzeja, że nie miał wątpliwości, iż zarzuty są prawdziwe? Należałoby oczekiwać po prostu przeprosin zarówno pod adresem pomówionego przez nich kapłana, jak i metropolity szczecińsko-kamieńskiego. Czy na to się zdobędą?
Sebastian Karczewski / Nasz Dziennik
Podobne: