Komuniści boją się dosłownie wszystkich
Autor: Pawel o niedziela 17. Styczeń 2010
Lana Nguyen, dziennikarka wietnamskiego portalu katolickiego VietCatholic.net:
Sprawa wysadzonego krzyża na cmentarzu Dong Chiem nie jest wyizolowanym i pojedynczym incydentem w Wietnamie, kiedy to Kościół katolicki staje się obiektem brutalnego ataku ze strony lokalnych władz. Do podobnej demolki doszło przecież choćby w sierpniu ubiegłego roku w diecezji Vinh, gdzie zniszczono krzyż na cmentarzu parafii Bau Sen, który parafianie dopiero co wznieśli na wzgórzu w pobliżu swojego kościoła.
Za każdym razem rząd argumentuje, że tereny, na których wznoszone są krzyże, są własnością państwa, i że żadna grupa czy społeczność nie może twierdzić, iż jest właścicielem danej ziemi. W ich opinii, krzyż w Dong Chiem musiał zostać zburzony, ponieważ parafia nie posiadała zezwolenia na jego postawienie, a tym samym pogwałciła lokalne rozporządzenia. Oczywiście prawda leży zupełnie gdzie indziej. Za tą decyzją stały najwyższe władze krajowe, które w ten właśnie sposób chciały pokazać, że rząd w Hanoi posiada wolę i zdolności, by pognębić każdą opozycję. I nie chodzi tu tylko o katolików, lecz o wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób kwestionują politykę prowadzoną przez komunistów. Tych, którzy podnoszą kwestie: oddawania za bezcen ziemi Chińczykom, wykorzystywania kobiet i dzieci do wręcz niewolniczych prac, eksploatacji boksytów, prześladowania aktywistów ugrupowań demokratycznych czy totalnego skorumpowania urzędów.
Wszystko to podwyższa temperaturę nastrojów społecznych do poziomu wrzenia i właśnie dlatego władze desperacko starają się to zatuszować. W związku z tym postrzegają każdą z grup społecznych jako potencjalne zagrożenie dla reżimu.
Innymi słowy, Kościół katolicki jako jedna z najlepiej zorganizowanych społeczności, a jednocześnie mówiąca o złu socjalizmu i jego niesprawiedliwości, stał się celem najbardziej narażonym na przemoc i prześladowania ze strony komunistów.
Dziś oczy wszystkich katolików zwrócone są na Dong Chiem, ale nie trzeba szukać daleko w pamięci szykan, na jakie narażeni są oni na co dzień. Te prześladowania zaczynają się od samej góry. Władze decydują o tym, kto może być księdzem, a kto nie, jakie seminaria będą działać, a które zostaną zamknięte. Wywierają także naciski przy wyborze biskupów. Katolickie szkoły i ich własności są przejmowane przez państwo, a każdemu, kto przeciw temu protestuje, szybko zamyka się usta. Szczególnie ciężko jest na terenach górskich i wiejskich, gdzie wciąż są wierni, lecz nie ma duchownych, którzy mogliby odprawiać nabożeństwa. Wielu ludzi w związku z tym zostało zmuszonych do porzucenia swojej wiary. Kiedy i takie środki nie pomagają, władze posuwają się do najbardziej brutalnych metod, takich jak obecnie w Dong Chiem.
Na koniec pragnęłabym dodać, że to wspaniałe uczucie wiedzieć, iż ktoś z zagranicy interesuje się naszym losem i że nie jesteśmy pozostawieni w tym sami sobie.
not. ŁS / Nasz Dziennik
——-
Oni wszędzie działają podobnie
Ks. bp Albin Małysiak z Krakowa:
Komuniści wszędzie działają w podobny sposób. Pamiętam, jak przed laty także w Polsce zabierali nam salki katechetyczne, nie pozwalali na budowę kościołów, prześladowali biskupów, księży i wiernych świeckich. Brak kościołów, salek albo zimne, zniszczone świątynie – to wszystko nie sprzyja rozwojowi wiary, życia religijnego. Komunistom, którzy są bezbożnikami, chodzi właśnie o to, żeby ludzie nie spotykali się na katechezie, na Mszy św., aby nie rozwijała się wiara. Oni zawsze będą prześladować wyznawców Chrystusa, wokół którego jednoczą się ludzie wierzący. Kościół zwycięża, gdy ludzie są silni wiarą. Przez lata w sercach Polaków kształtował się katolicyzm, który nie pozwolił zwyciężyć komunizmowi. Kościół w Polsce wygrał, bo ludzie byli silni wiarą. Oby i tak było w Wietnamie.
not. MP / Nasz Dziennik
——-
Święte prawo własności
Ks. Waldemar Cisło, dyrektor polskiej sekcji organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie:
Kościół potrzebuje własności, aby móc prowadzić normalną działalność, aby móc ewangelizować, modlić się. Trzeba podkreślić, że otrzymując od wiernych datki, przeznacza je na szlachetne cele. Dlatego powstają sierocińce, ochronki, dzieła charytatywne. W ten sposób realizowany jest często testament darczyńców, którzy na pewno nie życzyliby sobie, żeby ich własność przechodziła w ręce komunistów. Kościoła w Wietnamie na pewno nie można oskarżać o to, że jest bogaty. Posiada jakąś własność pozwalającą mu na funkcjonowanie. Pozbawianie go niej to uniemożliwianie pełnienia misji, do której jest powołany. Nie może być przyzwolenia na gwałcenie świętego prawa własności.
not. MP / Nasz Dziennik
——-
Chodzi o uwłaszczenie nomenklatury
O. Edward Osiecki SVD, współtwórca duszpasterstwa Wietnamczyków w Polsce:
Kościół w Wietnamie istnieje już od ponad 350 lat. Przez ten czas rozwoju powstawały parafie, budowano kościoły, szkoły, sierocińce, szpitale i inne placówki charytatywne. W związku z prowadzoną tam działalnością charytatywną Kościół potrzebował zaplecza materialnego. Jest to własność Kościoła wietnamskiego, czyli wietnamskich katolików. Dziś majątek kościelny staje się bardzo atrakcyjny dla chciwych funkcjonariuszy komunistycznych. Wydaje się im, że jest on łatwy do przejęcia. Uzasadnieniem jest komunistyczny slogan głoszący, że “ziemia jest własnością ludu, a partia sprawuje kontrolę nad tą własnością w imieniu ludu”. W dobie “ekonomicznego otwarcia Wietnamu” jest to łatwy dla komunistycznych kacyków sposób na wzbogacenie się. Przejętą własność ziemską i budynki w zależności od regionu można zaadaptować na ośrodki rekreacyjne, restauracje, centra handlowe itp. Komuniści sowicie nagradzają swoich funkcjonariuszy. W tym celu powierzają im funkcje umożliwiające bogacenie się kosztem Kościoła, buddystów, opozycjonistów. To, co dziś się tam dzieje, przypomina rządy z czasów rzymskich, kiedy namiestnik wracający z bitwy oddawał część łupów państwu, a część zostawiał sobie. Władze komunistyczne przymykają oczy na grabież mienia kościelnego, a policja całkowicie jest na usługach tej władzy.
not. MP / Nasz Dziennik
Podobne: