Mało kto oskarża mnie o obiektywizm. W sprawie oceny tej szczególnej grupy zawodowej chyba nie robi tego nikt… Podobno mam uczulenie na dziennikarzy!
Coś musi być na rzeczy. Nie dość, że na Salonie 24 chętnie rozpisuję się o różnych mrożących krew w żyłach wyczynach żurnalistów (http://chlodnyzolw.salon24.pl/107545,index.html), to jeszcze tendencyjnie dorzucam coś o dziennikarstwie zoologicznym(http://chlodnyzolw.salon24.pl/23943,i czy dziennikarstwie histerycznym. Czasem diagnozuję nawet, że w mediach potrzebni są idioci! 
Tak. To musi być obsesja. W tej sytuacji nikogo zapewne nie dziwi, że krótko po powrocie na salonowy parkiet znów zajmuję się ulubionym tematem.
Na początek o tym, o czym pisali już wszyscy
O ataku Gazety Wyborczej na telewizję TVN. Przy okazji ogłoszenia wyników jednego ze środowiskowych konkursów – redaktor Piotr Pacewicz napadł na prezentera telewizji TVN Bogdana Rymanowskiego i lekko przy tym przeszarżował.
Co prawda też od razu po ogłoszeniu werdyktu pomyślałem sobie, że Laureat nie pasuje ani do grona wcześniejszych laureatów nagrody, ani do gwiazd zatrudniającej go stacji telewizyjnej… Rymanowski nie prezentuje zestawu grymasów znanych widzom TVN dzięki perfekcyjnej mimicznie pani red. Pochanke. Nie umie też – nawet w rozmowach z najbardziej niepostępowymi goścmi – popisać się niskim prokuratorskim głosem pani red. Werner.
Podobnie jak Pacewicz zauważyłem, że konkursowy Laureat ma wiele niedostatków. Tyle, że redaktor GW miał na myśli ich zupełnie inny zestaw! Wskazywał na coś jakby mało czytelną ideologicznie postawę Laureata, retorycznie przy tym pytał, kto to jest Rymanowski, co dokonał, i co znaczy wobec medialnych gigantów, którzy od dziesiątek lat ruszają z posad bryłę świata…
Można było odnieść wrażenie, że Pacewicz wypisywał to wszystko na poważnie. Pewnie i ja dałbym się zwieść symulowanej prostolinijności, powadze i oburzeniu redaktora GW… Ale przypomniałem sobie o wcześniejszych, nie mniej interesujących żartach obu wpływowych redakcji.
Poza mną pewnie nikt nie pamięta już o miażdżącym ataku TVN na Gazetę Wyborczą? 
Wesole, rodzinne gry i zabawy trwają.
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
Wytyczne dla redakcji te same, poglądy dziennikarzy jednakie, profesjonalizm ten sam… a przy podziale medialnego torcika musi dochodzić do rzeczywistej walki. Takie są twarde reguły biznesu.
Poszczególnym, bratnim (ideowo, kapitałowo) redakcjom nie jest łatwo. Sprzedają niemal ten sam, poprawny politycznie produkt, a muszą jakoś wykazać własną odrębność. Dzięki temu, dla czytelników, żarciki i pozorowane konflikty, czasem naprawdę mają walor humorystyczny.
Prawdopodobnie niezamierzony.
Jak to dobrze, że nasi dziennikarze (najczęściej giganci intelektu) mają tyle inwencji! Bez niej znormalizowane media byłyby nudne. A nie są! Nasze gwiazdy są w stanie, bez mrugnięcia okiem, wypowiedzieć najbardziej piramidalne bzdury.
Na przykład, symbol polskiego dziennikarstwa, Tomasz Lis. Czy ktoś jeszcze pamięta tę łzawą bajeczkę o krwawym klerofaszystowskim reżimie, który wyrzucił go wraz z żoną z telewizji Polsat?
Podobno właściciel Polsatu cały czas opierał się żądaniom PIS, aż wreszcie przewidując porażkę rządzących, przed samymi wyborami zdążył… poddać się!
Ten sam reżim, łapami siepacza PIS, Andrzeja Urbańskiego zatrudnił później Lisa (znowu razem z żoną) w TVP! To dopiero prześladowania…
A koledzy dziennikarze? Jak zareagowali? Nijak. Ani paczek z wątrobianką i topionym serkiem prześladowanym nie przysyłali, ani nawet nie skomentowali, że Lis opowiadając tę historyjkę “rżnie głupa”.
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
Pójdźmy dalej… Po śladach Tomasza Lisa. Symbol polskiego dziennikarstwa lubi się poużalać nad swym losem nie tylko wtedy gdy “traci pracę”. A człowiek przecież zdolny jest. Waleczny. Przystojny taki. Inteligentny. I taki sprytny! Dziennikarz zaangażowany. Zawsze ustawiony po słusznej stronie. Ale czasem wszystko przeciwko niemu… Zasługuje na lepszy los! I potrafi o niego walczyć.
“Panie Prezydencie! Niech Pan nas ratuje” – tym sprytnym okrzykiem kilkanaście lat temu Tomasz Lis wszedł na stałe do historii polskiego obiektywnego, niezależnego, wolnego dziennikarstwa.
A teraz? Też czuje sie lekko zagrożony. Nie tylko przez dziennikarzy z tabloidów, którym najchętniej – mimo, że kulturalny – dałby po mordzie…
“Polowania na Lisa to nic nowego. Przyzwyczaiłem się, więc gdyby to się nagle skończyło, czułbym się niekomfortowo” – żalił się Lis na swój los w niedawnej rozmowie z Anitą Werner z telewizji TVN24.
No tak, brzmi nieźle, ale co z jajami? Przecież tekst miał być o jajach jakie robią sobie nasi medialni idole!
“Choć zabrzmi to seksistowsko, moja żona jest babą z jajami i za to ją kocham. Mogą pluć, walić, bić i wrzeszczeć, a ona na pewne układy nie pójdzie. Ani dziś, ani jutro, ani nigdy” – wypalił wreszcie Lis.
I to są niezłe jaja. O tym, jak bardzo pani Hanna Lis lubi robić sobie jaja można było się przekonać, gdy ponad rok temu, jeszcze pod poprzednim nazwiskiem, opowiadała w wywiadach o umiłowaniu lojalnosci i widmie głodu, w oczy jej nowej rodzinie zaglądającym…
“Kiedy pracę traci jeden z małżonków, już jest źle, my poszliśmy na bezrobocie w tandemie. Mamy na utrzymaniu czwórkę dzieci, przy czym moje córki nie dostają alimentów. Myślę, że w tych dniach gorzej sypiają, ale wiem, że mamy ich wsparcie. Rozmawiałam z rodzicami Tomka, Tomasz rozmawiał z moimi. Poza całym kontekstem politycznym rozumieją też kontekst osobisty. Wiedzą, że musieliśmy odejść razem. Jedni i drudzy znają wartość pojęcia – lojalność” – po tych słowach pani Hanny, czytelniczki jednego z kobiecych magazynów musiały wylać sporo łez dumając nad ciężkim losem Gwiazdy i jej męża.
W tym samym czasie koledzy z branży dywagowali: czy Tomasz Lis wróci do Polsatu, czy wybierze TVN? A może TVP? A może zostanie naczelnym Dziennika? Zadowoli się kilkudziesięcioma tysiącami miesięcznie, czy będzie chciał kilkaset?
Pewne było tylko jedno: każdy medialny Lis lubi jaja!